Krytyka po programie Tomasza Kammela w Kanale Zero
Wokół programu "Godzina Zero #211: Tomasz Kammel, Adam Guzowski – jak reagować w chwili zagrożenia?", wyemitowanego 29 września w Kanale Zero, zrobiło się głośno. Jednym z krytyków był autor facebookowego profilu „Marek Miśko, czuwaj.”, który zarzucił gościowi brak wiedzy i przekazywanie niewłaściwych wskazówek dotyczących bezpieczeństwa. To właśnie ten wpis wywołał lawinę komentarzy i zwrócił uwagę na przebieg rozmowy.
Autor profilu „Marek Miśko, czuwaj.” napisał: "90 proc. tego, co powiedział w kwestiach zachowania w sytuacjach ekstremalnych, jest złe", błędne, niezgodne ze sztuką, a czasami wręcz głupie i szkodliwe.
Na tym się nie skończyło. Autor wpisu zapowiedział jeszcze konsultacje ze znawcami tematu i szczegółowe odniesienie się do wypowiedzi z programu. Pod widocznym na zrzucie ekranu postem było 291 komentarzy oraz około 1,7 tys. reakcji, więc sprawa szybko nabrała rozgłosu.
Kammel tłumaczy, jaki był cel rozmowy
O reakcję na zarzuty Tomasz Kammel został zapytany przez Wirtualnemedia.pl. Prowadzący podkreślił, że jego intencją nie było łapanie rozmówcy za słówka ani prowadzenie dziennikarskiego śledztwa. Jak tłumaczy, chodziło o rozmowę, która miała dać odbiorcom wiedzę i choć trochę zwiększyć ich poczucie bezpieczeństwa.
Tomasz Kammel powiedział: „Chciałem porozmawiać o bezpieczeństwie ludzi. Nie chodziło mi o to, żeby zapędzić rozmówcę w kozi róg, coś mu udowodnić czy przepytywać go w ramach dziennikarskiego śledztwa. Zaproponowałem rozmowę, która miała być wartościowa dla słuchaczy i pomóc im choćby w niewielkim stopniu poczuć się bezpieczniej. To był nasz cel. Mam wrażenie, że obaj poczuliśmy potrzebę zrealizowania takiej misji”.
Odnosząc się do krytyki, prowadzący przyznał, że przy tak delikatnym temacie nie ma miejsca na niedopowiedzenia. Według niego trzeba bardzo precyzyjnie i regularnie zaznaczać kluczowe kwestie, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o sytuacje zagrożenia.
Tomasz Kammel powiedział: „Okazuje się jednak, że w tak wrażliwym temacie trzeba bardzo precyzyjnie i regularnie podkreślać pewne kwestie. Na przykład wyraźnie zaznaczać to, na co zwrócili uwagę internauci: jeśli pojawia się nóż, trzeba uciekać. Być może mój rozmówca faktycznie nie akcentował tego wystarczająco mocno, przez co mogło powstać wrażenie, że bagatelizujemy zagrożenie. Wcale tak nie było. Nic bardziej mylnego”.
Kammel dodał też, że jego gość mówił o samoobronie z perspektywy własnych procedur. Wyjaśnił, że rozmówca trenuje defendo, czyli styl samoobrony, i właśnie do tych zasad się odnosił, a przy tym chciał zainteresować odbiorców i przekazać im wiedzę.
Tomasz Kammel powiedział: „Podszedł do tematu w sposób mniej telewizyjny, niż być może oczekiwano. Trenuje defendo, czyli styl samoobrony, i opowiadał o tym na podstawie stosowanych w nim procedur. Chciał zarówno zaciekawić odbiorców, jak i przekazać im wiedzę”.
Kammel przyznaje, że niektóre kwestie trzeba było podkreślić mocniej
Prowadzący nie ucieka od odpowiedzialności za przebieg rozmowy. Przyznał w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że komunikat o tym, iż najważniejsza jest ucieczka, mógł wybrzmieć zdecydowanie mocniej. Jak zaznaczył, w programie padło to trzy razy, ale być może zabrakło odpowiednio mocnego akcentu.
Tomasz Kammel powiedział: „Być może rzeczywiście zbyt rzadko podkreślaliśmy najważniejsze kwestie, przede wszystkim to, że ucieczka jest najważniejsza. W rozmowie zostało to powiedziane trzy razy, ale być może, gdybyśmy zaznaczyli to mocniej i bardziej dobitnie, widzowie byliby mniej zaniepokojeni”.
Padła też deklaracja dotycząca jego własnej roli jako gospodarza programu. Kammel wprost przyznał, że w niektórych momentach powinien był mocniej zaznaczyć pewne sprawy i bardziej naciskać, by odpowiednio wybrzmiały.
Tomasz Kammel powiedział: „Mój rozmówca podchodził do omawianych spraw ze spokojem, którego być może nie oczekuje się w takich rozmowach. Chętnie wezmę na siebie odpowiedzialność za to, że w niektórych momentach powinienem był mocniej podkreślić pewne rzeczy i bardziej naciskać, żeby odpowiednio wybrzmiały”.
Krótkie rolki z wywiadu miały napędzić dyskusję
W tej całej medialnej burzy Kammel zwrócił uwagę jeszcze na jeden ważny wątek. Jego zdaniem część osób oceniała program na podstawie krótkich fragmentów, które zaczęły żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. To właśnie wyrwany z kontekstu materiał, jak twierdzi, napędził dyskusję.
Tomasz Kammel powiedział: „Ważna jest również kwestia krótkich materiałów z długich wywiadów. Rolki często montuje się w sposób clickbaitowy. Bardzo wiele osób zobaczyło tę, od której zaczęła się cała historia, bez kontekstu całej rozmowy. Ten wyrwany z kontekstu fragment napędził dyskusję. Wiele osób zajęło już stanowisko i wyrobiło sobie opinię, choć nie obejrzało całego wywiadu. Myślę, że to podstawowa kwestia”.
Tomasz Kammel nie rezygnuje z rozmów o bezpieczeństwie
Mimo krytyki prowadzący nie zamierza odpuszczać tego tematu. Wręcz przeciwnie, zapowiada, że potraktował całą sytuację jako ważną lekcję. Podkreślił też, że szczególnie docenia głos Łukasza Jurkowskiego i chce w przyszłości mówić o bezpieczeństwie inaczej oraz szerzej.
Tomasz Kammel powiedział: „To dla mnie duża lekcja pokazująca, jak wrażliwy jest ten temat. Cieszę się z głosów krytycznych, szczególnie z głosu Łukasza Jurkowskiego, ponieważ nie chcę rezygnować z poruszania kwestii bezpieczeństwa. Chciałbym, żeby ludzie czuli się bezpieczni. W przyszłości będę podchodził do tego tematu inaczej i szerzej ”.
Prowadzący zaznaczył też, że nawet błędy mogą wywołać potrzebną debatę. Jego zdaniem jeśli dzięki tej sprawie więcej osób zainteresuje się bezpieczeństwem, cała dyskusja może przynieść coś dobrego.
Tomasz Kammel powiedział: „Z drugiej strony nawet moje błędy, polegające na zbyt słabym akcentowaniu tych kwestii, przyczyniły się do dyskusji. Jestem za nią wdzięczny również autorom najbardziej krytycznych głosów. Jeżeli dzięki temu ludzie zainteresują się bezpieczeństwem, a osoby krytykujące wywiad dotrą do szerszego grona odbiorców i pokażą, jak ich zdaniem wygląda prawda – a wierzę, że naprawdę znają się na tym temacie – to ostatecznie wszyscy robimy coś dobrego”.
Craig Silverman i Kodeks Etyki SDP przypominają o poprawianiu błędów
Szerszy kontekst tej sprawy dotyczy tego, jak media powinny reagować na pomyłki. W publikacji dla American Press Institute z 2014 roku Craig Silverman, dziennikarz zajmujący się błędami mediów i autor książki „Regret the Error”, wskazywał, że pewna liczba pomyłek jest nieunikniona, zwłaszcza przy szybkim obiegu informacji.
Jednocześnie Silverman podkreślał, że przed publikacją trzeba weryfikować fakty, a po wykryciu błędu materiał należy poprawić publicznie i w przejrzysty sposób. Według niego trzeba jasno pokazać, co było nieprawidłowe, podać właściwą informację i nie umniejszać skali pomyłki. Zwracał też uwagę, że sprostowania powinny mieć widoczność porównywalną z pierwotną publikacją.
Do obowiązku reagowania na błędy odnosi się również Kodeks Etyki Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Dokument wymaga możliwie szybkiego sprostowania, nawet wtedy, gdy błąd nie wynikał z winy autora ani redakcji i nikt nie wystąpił o jego poprawienie. Wskazuje też, że informacje powinny być dokładne, osadzone we właściwym kontekście i oparte na wiarygodnych, możliwie wielostronnych źródłach.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.