Różowa Pantera „protestowała” w Paryżu. Fałszywe obrazy zalały sieć

Opublikowano:
Autor:

Różowa Pantera „protestowała” w Paryżu. Fałszywe obrazy zalały sieć - Zdjęcie główne
Autor: Wygenerowane przez AI | Opis: Mężczyzna trzyma telefon z grafiką Różowej Pantery na tle realnego protestu przeciw kłamstwom mediów.

Udostępnij na:
Facebook
AktualnościRóżowa Pantera wśród paryskich zamieszek, starsza para na ulicy w bieliźnie i płonące miasto. Takie obrazy krążyły podczas protestów we Francji, choć nie przedstawiały wiernie wydarzeń. Jeden z nich osiągnął niemal 6 milionów wyświetleń.

Różowa Pantera pojawiła się wśród paryskich zamieszek. Tyle że nie na ulicy, lecz na zdjęciach i filmach krążących w mediach społecznościowych. Obok niej uwagę przyciągały obrazy starszej pary w bieliźnie i miasta ogarniętego płomieniami. Materiały udawały relacje z protestów we Francji, choć pokazywały rzeczywistość zmienioną lub stworzoną z użyciem sztucznej inteligencji.

Za falą ulicznych demonstracji stały realne problemy. W połowie września uczniowie liceum w podparyskim Créteil zaczęli protestować przeciw złemu stanowi szkolnej infrastruktury, brakom kadrowym i trudnościom osób z niepełnosprawnościami. Do protestów dołączyły później kolejne placówki, studenci oraz przedstawiciele związków zawodowych. Tłem były rosnące koszty życia i pogarszający się poziom usług publicznych.

Protesty na ulicach, różne obrazy w sieci

W sobotę 17 października przez Paryż przeszły demonstracje. Doszło również do zamieszek i starć z policją. Dziennikarz Jakub Górnicki ocenia jednak, że przeważały protesty pokojowe, a tylko część sytuacji wymknęła się spod kontroli. Internetowe relacje mogły tworzyć znacznie gwałtowniejszy obraz wydarzeń.

Górnicki w instagramowym wpisie „Protesty we Francji. Jak przejmuje je dezinformacja” zwrócił uwagę na rozbieżność w szacunkach liczby uczestników: 800 tysięcy według organizatorów i 550 tysięcy według władz. Pokazał też, że ten sam film może otrzymać różne podpisy. Przestrzegał przed wskazywaniem sprawców podpaleń, zanim pojawią się dowody; wśród komentujących wymienił Teda Cruza, który odpowiedzialność przypisywał islamistom.

Prezydent Francji Emmanuel Macron mówił z kolei o zagranicznej manipulacji informacjami i krytykował komentarze zagranicznych przywódców. AFP przypomniała wypowiedź Beniamina Netanjahu o „inwazji ekstremistycznego islamu” oraz słowa Donalda Trumpa: „to, co dzieje się we Francji, ma związek z imigracją”.

Pantera, księgarz i niemal 6 milionów wyświetleń

BBC sprawdzało materiały z Różową Panterą przy użyciu narzędzia Google SynthID. Podstawą części grafik były stare zdjęcia niezwiązane z protestami, a pomysł z kreskówkową postacią pochodził z prywatnego profilu na Instagramie. Wśród krążących obrazów znalazł się także księgarz prowadzący działalność pośród splądrowanych witryn, widok płonącego Paryża oraz flaga przypominająca irańską na wieży Eiffla.

Duży zasięg zdobył obraz starszej pary pozostawionej na ulicy w samej bieliźnie. Według PAP jeden wpis na platformie X z tą grafiką miał niemal 6 milionów wyświetleń.

Dlaczego takie obrazy łatwo rozchodzą się dalej? Dr Krzysztof Kuźmicz, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, wskazuje na ich emocjonalne oddziaływanie. Gdy treść pasuje do czyjegoś światopoglądu, może zostać udostępniona bez sprawdzenia. Kuźmicz widzi w takich przekazach również narzędzie pogłębiania podziałów i prowadzenia wojny informacyjnej.

Dr Dota Szymborska, etyczka nowych technologii z Uniwersytetu WSB Merito, zwraca uwagę na szybkie przewijanie treści. Nagranie nie daje już pewności, że jego autor był na miejscu zdarzenia. Górnicki przypomina zaś, że media społecznościowe nie działają jak redakcje dziennikarskie – wypowiadają się w nich wszyscy użytkownicy. Dostrzega zarazem wpisy zachęcające do ostrożności, między innymi na kontach Marty Nowak, Karola Wilczyńskiego i Miłosza Wiatrowskiego-Bujacza.

Jak sprawdzać obrazy z protestów?

Szymborska mówi o pomyśle wykorzystania technologii blockchain do oznaczania obrazów opublikowanych jako pierwsze. Wskazuje też, że konta rozpowszechniające manipulacyjne treści bywają trudne do zlokalizowania, a część zorganizowanej dezinformacji jest opłacana przez rządy państw. Jej praktyczna rada jest prosta: gdy obraz wydaje się dziwny lub zaskakujący, warto sięgnąć po inne źródło.

Kuźmicz wskazuje na oprogramowanie, które z różnym stopniem prawdopodobieństwa rozpoznaje materiały wygenerowane przez AI. Jego zdaniem platformy powinny oznaczać takie treści, choć fałszywe przekazy napędzają zasięgi i pozwalają wyświetlać reklamy. Dlatego postuluje też praktyczną edukację medialną w szkołach, uczącą użytkowników samodzielnego sprawdzania informacji.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo