Tytuł podcastu z Maciejem Kaweckim wywołał natychmiastową burzę
27 września na YouTubie pojawiła się ponad dwugodzinna rozmowa zatytułowana „Robert Bernatowicz może być chory psychicznie | Maciej Kawecki u Żurnalisty”. Nagranie zebrało ponad 240 tys. wyświetleń, prawie 3 tys. polubień i 2 tys. komentarzy. Jeszcze przed premierą część komentujących zarzucała Kaweckiemu, że samą obecnością w podcaście wzmacnia jego gospodarza. Po publikacji spór rozszerzył się o słowa dotyczące Bernatowicza i o sposób promowania materiału.
W szóstej minucie rozmowy, w części poświęconej Bernatowiczowi, Żurnalista pyta Kaweckiego: – Ale co myślisz, że on naciąga?. Kawecki odpowiada: – Dawid, jeżeli ktoś mówi, że był na statku kosmicznym, to jest to albo forma zaburzenia i mamy takie zaburzenia nazwane, albo jest to celowe, premedytacyjne wprowadzanie opinii publicznej w błąd w jakimś konkretnym celu, promocji siebie, swojej fundacji, zarobku.
Pod koniec rozmowy prowadzący wrócił do wątku zdrowia psychicznego Bernatowicza. Wtedy padła wymiana, która później stała się osią całej afery. To właśnie z tej części rozmowy wzięto sformułowanie użyte w tytule materiału. W dalszej części Kawecki zastrzegł, że nie jest lekarzem i zasugerował zaproszenie psychologa lub psychiatry do rozmowy na ten temat.
Kawecki w odpowiedzi dla Wirtualnemedia.pl podkreślił, że nie znał tytułu przed publikacją i nie oglądał gotowego materiału.
Jak przekazał Maciej Kawecki Wirtualnemedia.pl: „Nie znałem przed publikacją tytułu rozmowy. Nie widziałem też wywiadu, nie autoryzowałem go i o to nie prosiłem. Nie chcę, by wybrzmiało to jako krytyka. Uważam, że po udzieleniu wywiadu to redakcja decyduje, co z nim zrobi.”
Robert Bernatowicz uderza w tytuł, a nie w samą krytykę
Robert Bernatowicz w rozmowie z Wirtualnemedia.pl nie ukrywał rozczarowania Żurnalistą. Przypomniał, że wcześniej publicznie go bronił i dobrze oceniał ich relacje. Po publikacji napisał do podcastera na WhatsAppie, a potem relacjonował jego odpowiedź.
– On pisał: "No przecież ja pana w wywiadzie broniłem, czy pan oglądał ten wywiad?" – relacjonuje.
Bernatowicz zwraca uwagę, że problemem nie jest sam przebieg rozmowy, ale jej opakowanie. Jego zdaniem wielu odbiorców zobaczy wyłącznie tytuł i miniaturę, bez oglądania całego nagrania. To właśnie ten detal, według niego, przekracza granicę.
Jak mówi Robert Bernatowicz: „Jest cienka, czerwona linia, której nie można przekraczać. […] Uważam, że tytuł "Robert Bernatowicz może być chory psychicznie" jest przekroczeniem tej linii o kilka długości konia.”
Jednocześnie Bernatowicz deklaruje, że nie planuje kroków prawnych. Przyznaje też, że cieszy go sprzeciw internautów wobec tego nagłówka. Spór więc nie przenosi się do sądu, ale żyje pełną parą w sieci.
Maciej Kawecki podtrzymuje krytykę wypowiedzi o UFO
Kawecki nie wycofuje się z krytyki twierdzeń o kontaktach z istotami pozaziemskimi. Wskazuje trzy możliwe wyjaśnienia takich wypowiedzi. Mówi o osobach zaburzonych, wierzących w to z innych przyczyn albo działających intencjonalnie, również dla zysku.
Jednocześnie zaznacza, że sam w wywiadzie wskazywał na ograniczenia swojej oceny. Podkreślał, że to tylko możliwość i że nie jest psychologiem. W jego wersji miała to być hipoteza, a nie medyczna diagnoza.
Na poparcie swojej krytyki przywołuje rozmowę Bernatowicza w TOK FM. Cytuje jego słowa: „mówię wprost, przylatują tutaj do nas bracia i siostry z gwiazd, mają duszę, jak my, tylko są wyżej”. Następnie dopowiada, że nie ma naukowych dowodów potwierdzających takie tezy i ocenia, że „takie wypowiedzi podważają autorytet nauki i otwierają miliony ludzi na spekulację”.
Żurnalista i duże zasięgi stały się osobnym punktem zapalnym
Osobne emocje wzbudził sam fakt, że Kawecki przyjął zaproszenie od Żurnalisty. Chodzi o Dawida Swakowskiego, który był bohaterem reportaży Jakuba Wątora w Spider’s Web+ o niespłaconych zobowiązaniach wobec współpracowników i firm oraz o problemach klientów z otrzymaniem opłaconych produktów. W 2022 roku publicznie przepraszał i deklarował spłatę zobowiązań.
Nie wszyscy chcą pojawiać się w jego formacie. Jak opisywały Wirtualnemedia.pl, Adam Bodnar odmówił udziału, nie chcąc uwiarygadniać podcastera swoim nazwiskiem. Tymczasem skala kanału robi wrażenie, bo Żurnalista ma 1,02 mln subskrybentów.
Piętnaście najnowszych opublikowanych pełnych rozmów miało tego dnia średnio około 380 tys. wyświetleń, od 78 tys. do 837 tys. Była to średnia dla nagrań opublikowanych od jednego dnia do około miesiąca wcześniej. Wrześniowy ranking influData, aktualizowany 2 września, wskazywał blisko 952 tys. obserwujących jego profil na Instagramie.
Kawecki jest doktorem prawa i twórcą kanału This Is IT, gdzie prowadzi rozmowy z naukowcami i przedstawicielami branży technologicznej. Należy też do popularnych polskich twórców na LinkedIn. W rankingu agencji Widoczni z 2025 roku zajmował trzecie miejsce pod względem liczby obserwujących, za Rafałem Brzoską i Szymonem Szczęśniakiem, a zestawienie wskazywało ponad 158 tys. obserwujących jego profil.
Maciej Kawecki tłumaczy, dlaczego przyjął zaproszenie
Rafał Pikuła, redaktor prowadzący Spider’s Web+, ocenia, że Kawecki świadomie poszedł do skompromitowanego, ale bardzo zasięgowego podcastera. Nie przekonuje go tłumaczenie, że popularyzator chciał powiedzieć prowadzącemu, iż część jego treści jest szkodliwa. W jego opinii taka obecność sama w sobie coś legitymizuje.
– Skoro Żurnalista zaprasza ludzi gadających bzdury i siejących dezinformację, to przychodząc do jego programu, Kawecki sam stawia się w tym szeregu – mówi.
Sam Kawecki przedstawia zupełnie inną motywację. Tłumaczy, że obserwując polski YouTube uznał, iż nie dotrze do większości odbiorców tego kanału własnymi mediami. To właśnie chęć wejścia do nowej bańki miała zdecydować o jego udziale.
Jak podkreśla Maciej Kawecki: „To, co wyraziłem w tym wywiadzie nie jest też w moim własnym interesie. Odwróci się ode mnie masa odbiorców, którzy wierzą w alternatywną drogę do rzeczywistości. Podjąłem jednak świadomą decyzję o tym, przez co chcę być definiowany.”
Kawecki dodaje też, że liczył się z negatywnymi reakcjami. Przekonuje, że jeśli choć jedna osoba uzna, że w jego słowach jest coś ważnego, to było warto. Odpowiada też na zarzut wzmacniania prowadzącego, zaznaczając, że Żurnalista nie stał się największym podcastem z powodu jego występu.
Krytycy mówią wprost o pogoni za zasięgami
Rafał Pikuła formułuje znacznie ostrzejszą ocenę motywacji Kaweckiego. Nie owija w bawełnę i wprost ocenia, że w tej historii ważną rolę gra popularność. W jego ocenie cała sytuacja pokazuje wiarę w „magię zasięgu”.
Jak mówi Rafał Pikuła: „Kawecki kocha naukę, ale bardziej kocha samego siebie. Maciej Kawecki to jest jego religia, to jest jego wyznanie i to jest jego love story.”
Pikuła dodaje też, że popularność może dawać złudzenie, iż duża publiczność automatycznie potwierdza trafność opinii. Jednocześnie zaznacza, że wierzy w dobre intencje Kaweckiego. Według niego problem polega na tym, że trudno walczyć o naukę metodami antynaukowymi i przy wsparciu oszustów.
Sylwia Czubkowska również łączy ten spór z logiką mediów społecznościowych. Jak mówi: „Niby się wszyscy Żurnalistą oburzali, ale "show must go on", tak? Ludzie do niego chodzą. Niby jest bardzo dużo krytycznych głosów dotyczących działalności doktora Kaweckiego i to głosów naprawdę z takiej specjalistycznej strony. A i tak jest chętnie zapraszany, prowadzi oficjalne wydarzenia, również te rządowe.”
Jak ocenia Czubkowska, zasięgi wygrywają, a merytoryka i uwagi dotyczące łamania prawa czy nieprzemyślanych treści schodzą na dalszy plan. To uderza jednocześnie w obu bohaterów tego sporu.
Komentatorzy zarzucają mieszanie oceny tez z oceną człowieka
Część odbiorców broniła prawa do samodzielnej oceny tematów, których nauka nie potwierdziła. W komentarzach pojawiały się głosy nawołujące do większej swobody myślenia. Tak pisała między innymi Dagmara Turek: „Pozwólmy ludziom myśleć samodzielnie”.
Do słów Kaweckiego odniósł się też na Facebooku Adam J. Wichura, autor profilu „Myślę krytycznie”. W poście „Brednie u Kaweckiego – część 1” podważał zarówno wnioskowanie o Bernatowiczu, jak i pewność sądów wypowiadanych przez popularyzatora. Zwracał uwagę na stwierdzenie, że Kawecki „nie dopuszcza innej możliwości”.
Jak napisał Adam J. Wichura: „To jest dokładnie ten wzór myślenia, który na samym początku Kawecki krytykuje – szukanie potwierdzeń”.
Na LinkedInie głos zabrał też Wojciech Luściński z Radia Gdańsk. Nazwał nagłówek krzywdzącym i zarzucił Kaweckiemu stosowanie wobec innych standardów, których sam wcześniej nie dochowywał. Napisał: „Trudno o większy festiwal hipokryzji niż Maciej Kawecki pouczający kogokolwiek o rzetelności, weryfikacji faktów i odpowiedzialności za słowo”.
Anita Lorenc również wskazywała granicę między krytyką poglądów a oceną osoby. Napisała: „Można podważać twierdzenia, źródła, metodę wnioskowania i odpowiedzialność za publikowany przekaz. Nie trzeba jednak przypisywać komuś diagnoz, intencji ani odbierać mu prawa do własnej oceny rzeczywistości”. Właśnie ten podział między krytyką tez a etykietowaniem człowieka stał się jednym z głównych punktów sporu.
Kawecki mówi o granicy i przyznaje się do własnych błędów
Kawecki odpowiada, że nie występuje jako autorytet od wszystkich dziedzin. W rozmowie z Wirtualnemedia.pl zaznacza, że nie wypowiada się w roli specjalisty od fizyki czy chemii, bo nim nie jest. Swoją rolę określa jako popularyzowanie nauki.
Wskazuje też, gdzie sam stawia granicę. Jak napisał: „Granicą w tym, komu nie należy się bycie wysłuchanym przez miliony jest w mojej ocenie ochrona życia i zdrowia”. Wyjaśnia, że chodzi między innymi o promowanie alternatywnych metod leczenia i podważanie wiedzy onkologicznej.
Dodaje przy tym, że nie unika spekulacji, ale według niego także one powinny mieścić się w określonych ramach metodologicznych. To ma być jego odpowiedź na zarzut, że sam przekracza granice rzetelności.
W podcaście wrócił też do tekstu Sylwii Czubkowskiej „Dziwny przypadek dr. Macieja Kaweckiego. Nawet Lem by go nie wymyślił”, opublikowanego w Spider’s Web+ w styczniu 2023 roku. Przyznał, że wcześniej nie weryfikował informacji i że powstanie artykułu było zasadne. Jednocześnie zarzucił publikacji stronniczość i niepełny obraz jego działalności.
Kawecki mówił też, że przez kilkadziesiąt minut opowiadał o swoich błędach i że mimo staranności będzie je popełniał, jak każda redakcja w kraju. Dodał również, że wśród ponad 500 opisanych przez niego sylwetek młodych ludzi mogły znaleźć się osoby, które coś ukryły. Przywołał Barbarę Mróz-Gorgoń jako przykład sytuacji, gdy nie znał wszystkich faktów.
W sieci pojawiły się też głosy broniące Kaweckiego
Nie brakowało komentarzy, w których internauci stanęli po stronie Kaweckiego. Anna Streżyńska na LinkedIn ujawniła, że zasiada w radzie fundacji założonej przez niego. Jej zdaniem popularyzator wyciąga wnioski z dawnych pomyłek i coraz więcej uwagi poświęca realnym osiągnięciom światowej nauki.
Jak napisała Anna Streżyńska: „Rozliczanie błędów jest potrzebne, ale bez sensu je rozliczać bez końca, zostały mu wielokrotnie wypunktowane. Używanie ich jako dożywotniego dowodu niewiarygodności – jest jeszcze mniej sensowne”.
Jeden z użytkowników LinkedIna również dostrzegał dwie strony tej historii. Wskazywał, że część informacji wymagałaby lepszego sprawdzenia, a niektóre zapewnienia „kiepsko się starzeją”. Jednocześnie pisał: „Cenię też obszerne wywiady Maćka, bo dają możliwość posłuchać ciekawych ludzi, a nie tylko kilku zdań wyrwanych z kontekstu”.
Kawecki kończy ten wątek deklaracją, że nie zamierza uciekać od oceny swojej pracy. Jak przekazał Wirtualnemedia.pl: „Wiem, że żaden mój błąd nigdy nie ujdzie płazem, może to się wydarzyć niejednej redakcji, ale nie mnie. Mam tę świadomość”. To brzmi jak próba zamknięcia dyskusji, ale emocje wokół całej sprawy raczej szybko nie opadną.
Na YouTubie pojawiła się odpowiedź z odwróconym tytułem
Spór doczekał się też reakcji na YouTubie. Na kanale „Strefa Bycia – przyjdź i odpocznij” Anna Matuszkiewicz opublikowała film zatytułowany „Dr Maciej Kawecki może być chory psychicznie”. Według daty widocznej przy nagraniu materiał ukazał się 28 września.
Już 30 września rano film miał 27 192 wyświetlenia. Matuszkiewicz wyjaśniła na początku, że sięgnęła po sensacyjny tytuł celowo, by pokazać mechanizm przyciągania uwagi. To była próba pokazania, jak nagłówek wpływa na odbiór człowieka jeszcze przed poznaniem treści.
Mówi wprost: „Klikasz dlatego właśnie, że jest sensacja”. Właśnie tym zdaniem zapowiedziała omówienie tego, co taki nagłówek robi z odbiorem bohatera materiału.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.