Policyjny komunikat nie potwierdzał aresztu
Cała sprawa ruszyła po publikacji w zakładce „Aktualności” na stronie ksp.policja.gov.pl. Chodziło o mężczyznę, który awanturował się w szpitalu i zniszczył sprzęt o wartości 67 tysięcy złotych, przez co usłyszał cztery zarzuty. W komunikacie policja zaznaczyła jednak wyraźnie, że sąd nie przychylił się do wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztu. Wpis miał datę 14 października, ale bez podanej godziny publikacji.
Tego samego dnia po godzinie 10 o zajściu na warszawskim SOR-ze napisała „Gazeta Wyborcza”. Jak wynika z opisu sprawy, redakcja wiernie oparła się na policyjnym komunikacie. Później temat zaczął się rozlewać szerzej i podchwyciły go kolejne duże media. Wśród nich znalazły się między innymi TVP3 Warszawa oraz Onet.
Na wp.pl pojawiła się informacja o trzech miesiącach aresztu
Około godziny 15 ukazał się także artykuł na wp.pl. To właśnie tam pojawiła się informacja o trzech miesiącach aresztu dla sprawcy, choć policyjny komunikat takiej wersji nie zawierał. Z zastosowanych środków ostrożności drwił wtedy Krzysztof Stanowski. Błędna informacja zaczęła żyć własnym życiem.
Niesprawdzoną wiadomość podał też TVN24, na co zwrócił uwagę Patryk Słowik, publikując zrzut ekranu z zajawką artykułu. Później dziennikarz napisał na X: "Okazuje się, że czołowe polskie media zmyśliły informację o tym, że mężczyzna, który zrobił zadymę w szpitalu (sprawa porodu), został tymczasowo aresztowany". Wpis tylko podkręcił zainteresowanie sprawą. Użytkownicy X zaczęli podawać tę informację dalej.
Pełnomocnik mężczyzny dowiedział się o sprawie z portalu X
Na jeden z repostów natrafił mecenas Olaf Szczypiński, pełnomocnik opisywanego w artykułach mężczyzny. Jak mówił, o całej sytuacji dowiedział się dopiero w środę wieczorem właśnie z portalu X. W rozmowie z redakcją relacjonował, że początkowo wyglądało to jak inna sprawa prowadzona przez jego kancelarię. Dopiero po chwili zorientował się, że chodzi dokładnie o tego samego klienta.
– O sytuacji dowiedziałem się w środę wieczorem z portalu X. Jedno z kont podało dalej link do materiału Wirtualnej Polski. Sprawa podobna do prowadzonej przez moją kancelarię, z tą różnicą, że sąd zastosował areszt. Chwilę później zrozumiałem, że to jedna i ta sama sprawa – mówi w rozmowie z nami.
Pytany o to, skąd mogła wziąć się pomyłka i kto podał ją jako pierwszy, mecenas nie wskazał konkretnego źródła. Ocenił jedynie, że najpewniej doszło do pomyłki redakcyjnej. Zaznaczył też, że część mediów od początku podawała prawdziwą wersję, czyli brak aresztu. Inne publikacje szły już w przeciwnym kierunku.
– Nie analizowałem tego dokładnie, ale część mediów podawała informacje zgodne z prawdą, czyli że aresztu nie było, a w niektórych redakcjach pojawiła się informacja, że areszt był. Kto opublikował informację jako pierwszy, nie wiem – komentuje.
WP zamieściła sprostowanie i przeprosiny
Mecenas Szczypiński przekazał też, że rano 16 października redakcje kontaktowały się już z przeprosinami. Jak podsumował, Wirtualna Polska zamieściła sprostowanie, a TVN24 również poprawiło materiał. Do tego doszły przeprosiny telefoniczne za zaistniałą sytuację. Klient, jak zaznaczył pełnomocnik, te przeprosiny przyjął.
– Wirtualna Polska zamieściła sprostowanie, TVN24 również. Dodatkowo otrzymaliśmy przeprosiny telefonicznie za zaistniałą sytuację. Rozumiemy, że była to pomyłka. Klient przeprosiny przyjął – podsumowuje.
Obecnie artykuł na portalu TVN24.pl przedstawia prawidłową wersję wydarzeń. W tekście nie ma jednak adnotacji o zmianach. Inaczej wygląda to na wp.pl, gdzie materiał został poprawiony, a na dole strony pojawiła się informacja o korekcie oraz przeprosiny. To właśnie tam redakcja przyznała, że błędnie podała informację o areszcie.
"Od redakcji: W pierwszej wersji artykułu, za innymi mediami, błędnie podaliśmy, że 26-latek został aresztowany. Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt, ale sąd tego wniosku nie uwzględnił. Tekst został poprawiony. Za pomyłkę przepraszamy."
WP nie wskazała, z których mediów przepisała błędną informację
Redakcja wp.pl nie odpowiedziała na pytanie, z których „innych mediów” korzystała, publikując nieprawdziwą informację. Do chwili publikacji tekstu odpowiedź nie nadeszła. I tu zaczyna się największy zgrzyt, bo przeprosiny się pojawiły, ale źródło pomyłki nadal nie zostało wskazane. W efekcie wciąż nie wiadomo, kto jako pierwszy puścił w obieg błędną wersję o areszcie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.