Paweł Płuska o „19.30”. Opowiada o starcie programu i jego celach

Opublikowano:
Autor:

Paweł Płuska o „19.30”. Opowiada o starcie programu i jego celach - Zdjęcie główne
Autor: Wygenerowane przez AI | Opis: Mężczyzna w okularach rozmawia do mikrofonu w redakcji programu informacyjnego 19.30.

Udostępnij na:
Facebook
AktualnościPaweł Płuska, szef „19.30” w Telewizji Polskiej, w rozmowie z magazynem „Press” mówi o początkach programu, pracy zespołu i założeniach redakcji. Wraca też do hasła „czysta woda”, które od startu serwisu towarzyszy jego wizerunkowi.

Paweł Płuska wraca do hasła „czysta woda”

Paweł Płuska w rozmowie z Maciejem Kozielskim dla magazynu „Press” przyznaje, że od początku wiedział, iż określenie użyte przez Marka Czyża zostanie z programem na dłużej. Jak mówi, hasło „czysta woda” traktuje jako przypomnienie, po co powstało „19.30”. Dodaje też, że stara się, by ten przekaz miał odzwierciedlenie w codziennej pracy redakcji.

Nazwa samego programu, jak ocenia, nie jest łatwa promocyjnie. Płuska mówi, że widzowie wciąż czasem używają dawnej nazwy „Wiadomości”. Zaznacza jednak, że w momencie tworzenia nowego formatu „19.30” była jedyną nazwą, którą można było nadać temu programowi, bo z dawnym serwisem Polaków łączyła przede wszystkim godzina emisji.

Szef programu wskazuje, że obecnie redakcja produkuje trzy wydania: „14.30”, „19.30” i „22.30”. Jak dodaje, trudności pojawiają się choćby wtedy, gdy z powodu ważnych wydarzeń, na przykład meczu piłkarskiego, program emitowany jest o innej porze niż zwykle. Wtedy sama nazwa staje się kłopotliwa w zapowiedziach.

Początki „19.30” na Woronicza były, jak mówi, partyzanckie

Płuska wspomina, że pierwsze dni po wejściu do budynków Telewizji Polskiej były bardzo napięte. Opowiada, że w budynku siedzieli politycy Zjednoczonej Prawicy, obecna była policja, a newsroom trzeba było zabezpieczać, bo pojawiały się próby wchodzenia do środka i filmowania zespołu. Jak podkreśla, na początku nie było pewności, czy w ogóle uda się przygotować kolejne wydanie programu.

W rozmowie opisuje też problemy techniczne i organizacyjne. Mówi o braku dostępu do archiwów, trudnościach z komputerami i sytuacji, w której przed wejściem na antenę sam pudrował Marka Czyża, bo osoby odpowiedzialne za make-up odmówiły pracy. Wspomina również, że któregoś dnia zespół zastał w studiu odłączone wszystkie kable.

Jednym z zapamiętanych epizodów była wizyta profesora Adama Strzembosza, jednego z pierwszych gości po „19.30”. Płuska relacjonuje, że nie miał nawet gdzie go posadzić i ostatecznie kupił mu kawę z automatu. Jak przyznaje, ten obraz uświadomił mu, że nowy program nie może funkcjonować w takich warunkach na dłuższą metę.

Wspomina też bardziej niecodzienne sceny z pierwszych tygodni pracy. Opowiada, że przy budynku zobaczył kiedyś czterech rycerzy, dwóch na koniach, bo na terenie telewizji znajdowały się elementy scenografii po serialu „Korona królów”. Ten okres określa jako niezwykły, dziwny i zarazem fascynujący.

Paweł Płuska o zarzutach wobec „19.30” i oglądalności

W rozmowie z „Press” Płuska odnosi się do ocen, że „19.30” wspiera nową władzę. Odpowiada wprost: „Nie, nie wspieramy”. Jednocześnie zaznacza, że media publiczne z natury pokazują więcej spraw państwowych i działań rządu, dlatego taki obraz może się pojawiać częściej niż w stacjach komercyjnych.

Szef programu przekonuje, że redakcja od początku chciała uniknąć modelu opartego na silnych emocjach i podkręcaniu napięcia. Jak mówi, „19.30” ma dawać mniej emocji, a więcej informacji o sprawach, które wpływają na życie widzów. Dodaje też, że do programów zapraszani są przedstawiciele wszystkich opcji politycznych, choć część z nich odmawia udziału.

Płuska odnosi się również do oglądalności. W rozmowie pada porównanie, że „Fakty” ogląda 2,7 miliona widzów, a „19.30” 1,5 miliona. Według rozmówcy „Press” wpływa na to siła przyzwyczajenia widzów, a także fakt, że zespół TVP buduje markę od nowa. Zwraca też uwagę, że po zmianach w TVP część dawnej publiczności przeniosła się do innej stacji.

Przypomina przy tym swoją wcześniejszą wypowiedź dla „Gazety Wyborczej” z lutego 2024 roku, w której mówił o celu powrotu na pierwsze miejsce wśród programów informacyjnych. Jak deklaruje, nadal chce o to walczyć. Za mocną stronę redakcji uznaje wydania specjalne oraz obecność reporterów tam, gdzie dzieją się ważne wydarzenia, w tym podczas powodzi.

Kulisy kariery i przejścia z TVN do Telewizji Polskiej

Paweł Płuska opowiada, że pracę w mediach zaczynał jeszcze na studiach, w Radiu Centrum w Krakowie. W 1994 roku trafił do RMF FM, choć początkowo miał pracować jako realizator dźwięku. Później został reporterem. Następnie przeszedł do Telewizji Puls, potem do Radia Zet, a w 2002 roku do TVN 24. Od 2004 roku był reporterem polityczno-gospodarczym „Faktów” TVN.

Jak mówi, decyzja o odejściu do Telewizji Polskiej była dla niego jedną z tych szans, które pojawiają się raz w życiu. Tłumaczy, że najbardziej skusiła go możliwość budowania telewizji publicznej od nowa. Dodaje, że gdy spotkał się z Tomaszem Sygutem, spodziewał się propozycji pracy reporterskiej, a usłyszał ofertę objęcia funkcji szefa nowych „Wiadomości”.

Płuska zaznacza, że propozycję dostał dwa tygodnie przed startem projektu i nie miał czasu na samodzielne skompletowanie całej ekipy. Ostatecznie, jak ocenia, powstał zespół, z którego jest dumny. W rozmowie wymienia też nazwiska osób, które dołączyły do niego z wcześniejszych miejsc pracy, w tym Bartka Filipowicza, Michała Niewodowskiego i Mateusza Dolatowskiego.

Rozmówca „Press” przyznaje również, że wcześniej nie zarządzał zespołem. Mówi, że nie lubi słowa „szef” i woli być partnerem dla współpracowników. Podkreśla, że zależy mu na atmosferze pracy, w której nikt nie boi się przełożonego i może przyjść porozmawiać nie tylko o obowiązkach.

O kampanii, przeprosinach i planach redakcji

W dalszej części rozmowy Płuska odnosi się do zarzutów dotyczących relacjonowania kampanii prezydenckiej. Twierdzi, że redakcja starała się pokazywać wszystkich kandydatów, ale naturalne było skupienie większej uwagi na tych, którzy mieli najwyższe poparcie w sondażach. Zapewnia też, że materiały o Karolu Nawrockim miały być obiektywne i obejmowały również jego wizję prezydentury.

Odnosząc się do przeprosin publikowanych po materiałach dawnej TVP, mówi, że w jego ocenie takie gesty są potrzebne. W rozmowie podaje, że spraw dotyczących poprzednich materiałów jest około 120, a ich łączna wartość to 10 milionów złotych. Dodaje, że sam ma jeden proces, z Joanną Kurską, dotyczący materiału o jej zarobkach.

Płuska mówi też, że nie wykluczał przeprosin niezależnie od wyroków sądowych. Jako przykład podaje przeprosiny skierowane do rodziny Pawła Adamowicza, które — jak zaznacza — były jego pomysłem. Uznał, że najwłaściwsze będzie po prostu wypowiedzenie prostych słów przeprosin.

Cała rozmowa Macieja Kozielskiego z Pawłem Płuską pochodzi z magazynu „Press”, z wydania nr 05-06/2026. W tekście przypomniano też, że od końca 2023 roku Paweł Płuska jest szefem redakcji programu informacyjnego „19.30” w Telewizji Polskiej.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo