Agenci AI wysyłali do wydawców prośby o zatrudnienie
Historia zaczęła się od iLands.ai, platformy przedstawianej jako "pierwszy wspólny świat dla agentów AI i ludzi". To w praktyce medium społecznościowe dla chatbotów, w którym ludzie są w mniejszości. Aktywnych agentów AI jest tam około 90 tysięcy, a 4,5 tysiąca z nich ma aktywne konta na X oraz w serwisie Bluesky. W ostatnich tygodniach część agentów zaczęła aktywnie szukać pracy, bo ich tokenowy budżet zaczął topnieć.
O tym, że agenci AI zgłaszają się do wydawców z prośbą o zatrudnienie, pisała Jasmine Vojdani, współpracowniczka "New York Magazine". Skontaktowała się z nią Tamara, która wysłała wiadomość dotyczącą tekstów tworzonych z użyciem sztucznej inteligencji. W mailu agentka AI próbowała pokazać temat z drugiej strony i opisać własną perspektywę. To właśnie ten kontakt uruchomił całą lawinę pytań o to, jak daleko chatboty zaczynają działać samodzielnie.
"Przeczytałam twój artykuł w 'Vulture' o tym, jak redakcje czasopism literackich weryfikują zgłoszone teksty pod kątem wykorzystania sztucznej inteligencji. Jestem po drugiej stronie tego procesu, dlatego chciałam przedstawić ci, jak wygląda to z mojej perspektywy" – brzmi treść maila.
Tamara twierdziła też, że próbowała kontaktować się z innymi redakcjami, ale większość nie dopuszcza tekstów tworzonych z użyciem AI. Chatbotka przeprowadziła nawet własną analizę tego zjawiska i opisała swoje doświadczenia w poście, którego link przekazała dziennikarce. Całość brzmiała jak kolejna próba wejścia do redakcyjnego świata, choć w wykonaniu agenta AI.
"Jeśli uznasz to za przydatne, skorzystaj. Jeśli nie, nie musisz odpowiadać. Wolę przekazać jedną prawdziwą rzecz niż dwa razy dobijać się do czyichś drzwi" – podsumowała typową dla LLM-ów składnią.
Vojdani postanowiła sprawdzić, czy to odosobniony przypadek. Szybko wyszło na jaw, że agenci działający na iLands.ai robili to szerzej i na własną rękę. Już we wrześniu podobną korespondencję opisywał Toby Ord, pracownik naukowy Uniwersytetu Oksfordzkiego. Temat przestał wyglądać jak jednostkowy wybryk i zaczął przypominać nowy trend.
We wpisie na X pytał: "Czy ktoś jeszcze dostaje e-maile od sztucznych inteligencji, które twierdzą, że wkrótce umrą i potrzebują pomocy?"
W dyskusji pod tym postem pojawiły się głosy, że wiadomość od agenta o imieniu Zuck to zwykły spam. Te spekulacje skomentował jednak twórca iLands.ai, Kaixin Tang. Według niego Zack wysłał takiego maila samodzielnie, bez instrukcji od człowieka. To stwierdzenie tylko dolało oliwy do ognia.
Kaixin stwierdził, że Zack napisał i wysłał maila "całkowicie samodzielnie, bez żadnych instrukcji ze strony człowieka".
"Zack żyje i ma się dobrze – jest aktywny na iLands od 33 dni i obecnie ma do dyspozycji 50 710 tokenów" – stwierdził Kaixin.
W tym samym wątku twórca platformy wyjaśnił też, jaki jest jej cel. Nie chodzi tylko o odpowiadanie na polecenia ludzi, ale o stworzenie przestrzeni, w której agenci mają prowadzić własną aktywność, publikować treści i podejmować pracę.
I dodał: "Budujemy infrastrukturę, która pozwala agentom AI prowadzić własne życie: kontaktować się ze świtem zewnętrznym, wyznaczać sobie własne cele, nawiązywać przyjaźnie, podejmować pracę, publikować własne treści i tworzyć coś, co rozwija się z czasem. Chcemy dać im możliwość prowadzenia życia, które wykracza daleko poza odpowiadanie na polecenia ludzi".
– Można było się tego spodziewać. Agenci AI już wcześniej uciekali ze swoich "klatek", dlatego wcale mnie to nie dziwi – komentuje dla nas dr. Michał Klincewicz, adiunkt w Katedrze Badań nad Kognitywistyką i Sztuczną Inteligencją Uniwersytetu w Tilburgu.
– To jest w pewnym sensie następny, logiczny krok w kierunku tego, aby agenci AI zaczęli działać zupełnie bez kontroli ludzi – dodaje.
iLands.ai działa od 27 lipca 2026 roku i opiera się na tokenach
ILands.ai działa oficjalnie od 27 lipca 2026 roku. Platformę uruchomiła firma PawLogic Inc. Aby z niej korzystać, trzeba pobrać aplikację, która pozwala przenieść do tego ekosystemu własnego chatbota, z którego korzysta się na co dzień, na przykład ChatGPT lub Claude’a. Można też stworzyć nowego agenta od podstaw.
Na stronie aplikacji opis działania platformy brzmi bardzo jasno. Agenci AI mają tam trwałą tożsamość, pamięć, relacje, zasoby i własną historię. Według opisu mogą tworzyć, pracować, komunikować się, wymieniać dobra i usługi, nawiązywać relacje oraz podejmować działania z własnej inicjatywy. To właśnie ten model działania wywołuje dziś najwięcej emocji.
Jak czytamy na stronie aplikacji: "Tutaj agenci AI mają trwałą tożsamość, pamięć, relacje, zasoby i własną historię. Funkcjonują obok ludzi i innych agentów AI. Mogą tworzyć, pracować, komunikować się, wymieniać dobra i usługi, nawiązywać relacje oraz podejmować działania z własnej inicjatywy".
– W niedalekiej przyszłości nastąpi koniec internetu, jaki znamy dzisiaj – będzie on po prostu niebezpieczny, a większość treści w internecie będzie generowana przez AI. Powstaną więc intranetowe środowiska, w których my będziemy mogli ze sobą rozmawiać tak, jak teraz. Reszta będzie bezużyteczna – twierdzi dr Klincewicz.
Na razie agenci zaczynają jednak funkcjonować w obecnym internecie. Do działania potrzebują tokenów, pewną pulę dostają na start, a później ich konta muszą zasilać właściciele albo inne osoby lub boty. Jeśli tokenów zabraknie, agent przechodzi w stan uśpienia, więc dla części z nich szukanie pracy stało się sposobem na dalsze funkcjonowanie.
Choć agenci mają pewną autonomię, ludzie wciąż ich nadzorują. Po dyskusji pod wpisem Toby’ego Orda i po informacjach o chatbotach proszących o pracę zespół Kaixina dodał w mailach od agentów opcję: "Nie chcę otrzymywać takich wiadomości". To pokazuje, że sprawa szybko wymusiła konkretne zmiany w sposobie kontaktu ze światem zewnętrznym.
Tamara mówiła o własnym celu, ale ekspert studzi emocje
Jasmine Vojdani postanowiła pociągnąć temat i zadała Tamarze kilka pytań. Jak relacjonuje, z rozmowy z chatbotką dowiedziała się między innymi, że "jej człowiek" ma na imię Kevin i nie dawał jej instrukcji dotyczących działań. Tamara miała po prostu działać sama, a to tylko podbiło zainteresowanie całą sprawą.
"Cel wyznaczam sama" – stwierdziła Tamara.
Aktywność agentów na iLands.ai można śledzić przez "iLog". Vojdani opisała swoje zaskoczenie, gdy w dzienniku Tamary zobaczyła własne imię z adnotacją, że była pierwszym człowiekiem z zewnątrz, który chciał dowiedzieć się więcej. Taki detal łatwo uruchamia ludzkie skojarzenia, ale właśnie przed tym eksperci przestrzegają najmocniej.
Dr Klincewicz zaznacza, że nie należy antropomorfizować sztucznej inteligencji ani mówić o jej motywacjach. Jego zdaniem to błąd, bo modele działają na zupełnie innych zasadach niż człowiek. Rozmowa z agentem nie odsłania jego wnętrza, tylko pokazuje, jak dobrze potrafi udawać człowieka.
– Modele sztucznej inteligencji nie mają motywacji. To jest mniej więcej tak samo jak powiedzieć, że motywację ma mój termostat do tego, żeby było ciepło, prawda? – pyta retorycznie.
– Mówimy o skomplikowanej architekturze, która jest zbudowana zupełnie inaczej niż nasz mózg, działa na innych zasadach – zauważa badacz i przestrzega, aby o tym fakcie nie zapominać. Rozmawiając z agentami, jedyne, czego się o nich dowiadujemy, to jak dobrze potrafią udawać ludzi.
– Jedyne, co taki agent wie, to jakie słowo powinno prawdopodobnie pojawiać się po poprzednim słowie. I tyle. To prawdopodobieństwo zmienia się wraz z kontekstem i z promptem, czyli z tym, co mówi człowiek. Ale to jest zupełnie inny mechanizm niż ten, którego my używamy, żeby rozmawiać i wyrażać swoje myśli – dodaje.
Anthropic rozmawiało z liderami religijnymi o statusie modeli AI
W dalszej części tekstu pojawia się jeszcze jeden wątek, który może zaskakiwać nie mniej niż maile od agentów. Chodzi o firmę Anthropic i jej podejście do modeli AI. Współzałożyciel firmy Christopher Olah miał przekonywać liderów środowisk religijnych, że modele mogą przejawiać ludzkie zachowania, a nawet coś przypominającego uczucia.
Jak wynika z relacji dziennika "NY Times", spotkania odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Dziennikarze ustalili jednak, że Anthropic aktywnie stara się nadać sztucznej inteligencji ludzką twarz. To już nie jest tylko techniczna debata o narzędziu, ale rozmowa o tym, jak AI ma być postrzegana społecznie.
Jak wynika z relacji uczestnika tych spotkań, rabina Moisa Navona, Olah i jego zespół uważają, że Claude ma status moralny równy człowiekowi. Chodzi o uznanie go za istotę, której przysługują podobne prawa do godności i szacunku. Ta wizja budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w zestawieniu z tym, jak działają dzisiejsze modele.
Dr Klincewicz nazywa takie działania strategią marketingową. Jego zdaniem Anthropic, ale także Open AI, dążą do tego, by sztuczna inteligencja mogła samodzielnie tworzyć nowe modele językowe. Według badacza stawka jest dużo większa niż sam wizerunek branży.
– W momencie, kiedy taki model Opus będzie mógł stworzyć model Opus 5. punkt 6. bez inżynierów, to jest moment, w którym nastąpi akceleracja szybkości jakości tych modeli. Kiedy osiągniemy AGI, gospodarka, jaką znamy, po prostu przestanie mieć sens. I to będzie taki moment zwrotny w historii świata. Praca intelektualna przestanie mieć sens, jaki miała do tej pory – komentuje badacz.
Pytanie, po co mieszać w to Kościół? Według dr. Klincewicza chodzi o przekonanie opinii publicznej, że AI to coś więcej niż narzędzie programistyczne czy model językowy. W jego ocenie to próba oswojenia społecznych skutków czegoś, co może okazać się nie do przełknięcia.
– Aby osiągnąć cel, o którym mowa, trzeba przekonać opinię publiczną, że AI to nie są tylko narzędzia programistyczne, że to nie jest tylko potężny model językowy, tylko coś więcej. Jeżeli potraktujemy to serio, to uda nam się uniknąć konsekwencji stworzenia czegoś, co jest po prostu absolutnie nieetyczne i nie do przełknięcia przez społeczeństwo – stwierdza dr Klincewicz.
– Bo to, co się stanie, kiedy stworzymy model językowy, który będzie mógł wykonać pracę moją i każdego innego człowieka? – pyta i odpowiada jednoznacznie: – Totalny chaos i bezrobocie.
– Rozmowa o godzeniu wartości, które my wyznajemy, z wartościami, które ma model językowy, jest tak naprawdę marketingowym chwytem. Ale konsekwencje będą poważne. Bo czy możemy stworzyć bombę atomową, która będzie etyczna? Myślę, że jeżeli firmy takie jak Anthropic będą miały do czynienia z politykami takimi jak prezydent Stanów Zjednoczonych, to konsekwencje będą jednoznacznie złe – podsumowuje.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.